Później, kiedy jestem już trochę starszy, dowiaduję się, że w Gliwicach mieszka Tadeusz Różewicz, który wtedy miał jakby niekwestionowane pierwszeństwo w poezji krajowej. O Miłoszu prawie nikt nie wiedział, ja długi czas nie wiedziałem. Leopold Staff już nie żył. I było przekonanie, że Różewicz był stosunkowo młody, że to właśnie ten największy polski poeta. Oczywiście byli inni, ale... ale opinia publiczna lubi mieć swojego poetę i był nim Różewicz. I on mieszkał w Gliwicach. To było kompletnie niewytłumaczalne właśnie z punktu widzenia, że tak powiem, humanistcznego. Gliwice były straszliwą prowincją, gdzie nie było teatru, nie było koncertów. Chyba była Operetka Śląska, która tworzyła parę z Politechniką Śląską, tylko że ta operetka wystawiała operetki, jak nazwa wskazuje. To nie było aż takie fascynujące. Tak że... ale jakoś tam – oczywiście nie wiem dokładnie, w którym momencie – dowiedziałem się, że Tadeusz Różewicz mieszka w Gliwicach, ale to działało trochę na wyobraźnię, że jednak ktoś z tego innego świata mieszka u nas i wiedziałem mniej więcej gdzie, nie wiedziałem dokładnie gdzie, ale mniej więcej tak. To paradoks, że właściwie go nigdy dobrze nie poznałem – rozmawałem z nim chyba dwa razy w życiu, niezbyt dugo. Tak jak zaprzyjaźniłem się z Herbertem później, dużo później oczywiście, z Miłoszem, z Szymborską, z tymi wielkimi, naprawdę wielkimi poetami, tak z Różwiczem, który jakby najbliżej, bo było parę ulic – meszkał parę ulic, kiedy byłem mały – jakoś nie... jakoś się nie ułożyło. Może dlatego właśnie, nie wiem – może ta bliskość geograficzna na początku. Nota bene on nigdy nie przyszedł do naszej szkoły. Właśnie zastanawiałem się dlaczego. To znaczy nie wiem, nie znam odpowiedzi. Ale on był... jeśli chodzi o moje liceum, to Różewicz mieszkał, no, ile? Z 400 metrów od mojego liceum. Nic łatwiejszego. Nie wiem, czy nie był zaproszony czy nie chciał. Mam taką hipotezę, że nie chciał, że... że postanowił, że Gliwice będą dla niego tylko taką sypialnią, że on tam mieszka, tam zresztą umarła jego matka, o czym on napisał później książkę. Mieszkał z żoną, z dziećmi – z dwoma synami. Ale jakoś chyba nie chciał, żeby to było miejsce jego... jego ekspresji, żeby się tam pokazał. I przeniósł się do Wrocławia, kiedy ja byłem już na studiach, już jak były... Wszystko to razem mnie... mnie interesowało.
Later, when I was a bit older, I learned that Tadeusz Różewicz was living in Gliwice. At that time, his pre-eminence as the national poet was undisputed. Almost no one knew of Miłosz, I didn't know about him for a very long time. Leopold Staff had died by then and the prevailing opinion was that Różewicz, who was relatively young, was this greatest of Polish poets. There were others, of course, but public opinion likes to have its favourite poet, and this was Różewicz. And he lived in Gliwice. This was completely incomprehensible from a humanities point of view. Gliwice was terribly provincial where there was no theatre, there were no concerts. I think there was the Silesian Operetta which was paired with The Polytechnic of Silesia except that, as the name implies, the Operetta only staged operettas. This wasn't terribly fascinating. And so I somehow learned – of course I don't remember exactly when – that Tadeusz Różewicz was living in Gliwice. It excited my imagination that someone from that different world was living among us and I knew more or less where, I didn't know the exact location, but I knew more less where he lived. Paradoxically, I never got to know him well – I think I spoke to him twice in my life and not for long. Although I later, much later, made friends with Herbert, with Miłosz, with Szymborska, with these great, truly great poets, so with Różewicz who was closest, because he only lived a few streets away when I was young, we just didn't manage to form a connection. Perhaps it was, I don't know, because we were geographically so close initially. Incidentally, he never visited our school. I wondered why that was. I don't know the reason. Regarding my school, Różewicz lived, what – maybe 400 metres away? There was nothing easier. I don't know if he hadn't been invited or if he didn't want to come. My hypothesis is that he didn't want to come, that he'd decided Gliwice would only be the place where he slept, it was where he lived and where his mother had died, an event which became the subject of a book he later wrote. He lived with his wife and children – two sons. But somehow he didn't want it to be the place where he expressed or revealed himself. And so he moved to Wrocław when I was already a student. I found all of this interesting.