To jest bardzo ciekawe może to, że odbiorcą takim najbardziej zainteresowanym polską sztuką, polską literaturą, polskim kinem przede wszystkim była Republika Federalna Niemiec. Tam właśnie szły nasze filmy, wszystkie prawie ciekawe, dobre filmy szły w kinach, szły w telewizji. Pamiętam, że pojechałem do Kolonii, żeby zobaczyć w kinie film Kanał, jak tylko ten film był gotowy. Pamiętam, że kolejne moje filmy pojawiały się w niemieckiej telewizji ZDF – Zweites Deutsches Fernsehes i ta telewizja zwróciła, że tak powiem, na mnie uwagę i zaproponowała mi... tym bardziej, że mieliśmy taką bardzo energiczną osobę, która prowadziła, że tak powiem, nasze interesy, polskiej kinematografii, na terenie Republiki Federalnej, pani Elżbieta Scotti. Elżbieta Scotti zaaranżowała sytuację, w której ja mogłem zrobić film dla niemieckiej telewizji. To mi odpowiadało, bo myślałem, że dobrze będzie, jeżeli trochę się oddalę od namiętności, że tak powiem, które wokół kinematografii, a też i wokół mojego filmu, się rozpętały. I był tylko problem jaki robić film.
Otóż minęły już co prawda pierwsze lata hippisów, no ale ja ciągle jeszcze myślałem o tym, że pięknym tematem byłoby wprowadzenie postaci Chrystusa w rzeczywistość taką, jaka ona jest. No te długie suknie tych hippisów, ten jakby sposób noszenia się, ubierania, też jakby taki ich quasi religijny duch mógł się... mógł się dobrze zmieścić w takim filmie. Chrystus pojawia się dzisiaj – co... czego... co go spotyka? Jak to dochodzi, jak to jest, że musi być ponownie ukrzyżowany, że nie ma innego wyjścia? Dwóch czy trzech autorów polskich próbowało napisać mi taki... taki scenariusz, namawiałem do napisania tego scenariusza również znanego naszego poetę, Zbigniewa Herberta. No ale Herbert wtedy jechał do Ameryki uczyć polskiego gdzieś w jakimś uniwersytecie i doszedł do wniosku, że to nie jest... nie może być... nie może, że tak powiem, służyć mi swoim talentem, jeżeli tak się można wyrazić. No i wtedy akuratnie pojawił się... pojawiła się książka, która zrobiła na wszystkich nas ogromne wrażenie Bułhakova Mistrz i Małgorzata. No to było pierwszy raz przetłumaczone na język polski. Jak przeczytałem tą książkę, to myśl moja już zaczęła krążyć tylko wokół jednego. Jak by przenieść na ekran opowiadanie o Piłacie, które mistrz w Mistrzu i Małgorzacie napisał i które jest jego dziełem. No, muszę powiedzieć, że jakby odetchnąłem z ulgą, bo rozumiałem, że nikt nie napisze mi bardziej przejmujacej i lepszej opowieści. A ponieważ tamta opowieść nakłada się na rzeczywistość moskiewską, o tym, żeby zrobić film w Związku Radzieckim, a zwłaszcza... nie wchodziło w rachubę. Z wielką trudnością udało się tłumaczom przetłumaczyć i wydrukować tą książkę w Polsce, a o filmie nie było mowy. Natomiast niemiecka telewizja była otwarta na wszystko i przyjęła moją propozycję jako rzecz zupełnie oczywistą, że opowiadanie Piłat zostanie przeniesione na rzeczywistość niemiecką. No tu się czułem, że tak powiem, dobrze. Po pierwsze – telewizja, która nie miała żadnych interesów, żadnych oporów. To nie była jeszcze wtedy ta telewizja, która jest dzisiaj skomercjalizowana, jak wszystkie inne. Tylko prawdziwa, artystyczna telewizja, która miała wielkie, że tak powiem, ideowe plany, wielkie... wielkie obowiązki wobec swoich widzów.
Perhaps it's very interesting that the source most interested in Polish art, Polish literature, Polish cinema was above all, the Federal Republic of Germany. That's where our films were popular, almost all good and interesting films were shown there in cinemas and on TV. I remember that I went to Cologne to see Kanał in the cinema once the film had been released. I recall that my subsequent films appeared on the German TV station ZDF - Zweites Deutsches Fernsehes who noticed me, so to speak, and proposed that, especially as we had a very energetic person who looked after our interests in the Federal Republic, Mrs Elżbieta Scotti. Elżbieta Scotti arranged for me to make films for German TV. This appealed to me because I thought it would be good if I distanced myself a bit from the passions that surrounded the cinematography, that had been unleashed around my film. The only problem was what sort of film to make. The early hippy years had passed but I still thought that it would be a beautiful subject for a film to bring the figure of Christ into reality as it really was. The hippies' long robes, their way of being, of dressing, their quasi-religious spirit - all of this would suit a film like that. Christ appears today - what does he encounter? How is it that He has to be crucified again, that there is no other option? Two or three Polish authors tried to write me a screenplay, and I tried to talk our well know poet Zbigniew Herbert into writing one, but Herbert was going to America then to teach Polish at some university and decided that he couldn't put his talent at my disposal, if I can put it that way. That's when Bulgakov's book The Master and Margarita appeared and made a profound impression on us all. It was the first time it had been translated into Polish. After I'd read the book, my thoughts revolved around one thing only: how could I transfer to the screen the story about Pilate that the Master in The Master and Margarita had written and which was his work. I have to say I heaved a sigh of relief because no one had written me a better and more absorbing story. Since that story is imposed on reality set in Moscow, making a film in the Soviet Union simply didn't come into the equation. The translators had had great difficulty in translating and publishing this book in Poland so a film was out of the question. However, German TV was open to everything and they accepted my proposal as something perfectly obvious that the story of Pilate would be transferred to German reality. I have to say that I felt good here. Firstly, because the TV had no other interests, no opposition. It wasn't the TV we have today, commercialised like all the others. It was true, artistic TV which had great ideals and great obligations towards its viewers.