a story lives forever
Register
Sign in
Form submission failed!

Stay signed in

Recover your password?
Register
Form submission failed!

Web of Stories Ltd would like to keep you informed about our products and services.

Please tick here if you would like us to keep you informed about our products and services.

I have read and accepted the Terms & Conditions.

Please note: Your email and any private information provided at registration will not be passed on to other individuals or organisations without your specific approval.

Video URL

You must be registered to use this feature. Sign in or register.

NEXT STORY

Co-operation from abroad and within Poland

RELATED STORIES

KOR's modus operandi
Jacek Kuroń Social activist
Comments (0) Please sign in or register to add comments

Myśmy uzyskali... rozpoczęliśmy taką akcję pisania skarg. Robotnicy pisali skargi na tortury, no bo okazało się, że torturowano ich i torturowano ich niesamowicie. Strasznie. W związku z tym, żeśmy organizowali, każdy pisał skargę, skargi wysyłało się do prokuratury. Na to UB odpowiedziało taką akcją, że łapało tych klientów naszych, zamykało, grożono im, przekupywano ich i jedno, i drugie, grożono torturami i przekupywano, no i człowiek pisał, że nieprawdą jest co tam napisał, natomiast napisał to dlatego, że dostał tam pięćset złotych od KOR-u czy tysiąc złotych od KOR-u. Niesłychanie często było takie, że przychodził do nas list: "Panie Kuroń, nie chcę Waszych żydowskich pieniędzy, zwracam wam niniejszym pięćset złotych", co znaczyło, że dostał tysiąc pięćset dla niego, pięćset na wysłanie nam, że nie chce żydowskich pieniędzy. Przy czym człowiek wychodził, momentalnie przyjeżdżali do niego nasi ludzie i on natychmiast siadał i natychmiast zaczynał pisać i pisał, że to nieprawda, że wymuszono, że dano mu pieniądze i tak dalej i tak dalej. Po czym myśmy to ogłaszali i zapraszali dziennikarzy, oni znowu brali człowieka i taki był Wiatas z Radomia, niesłychanie ostro torturowany człowiek, który cztery razy tak odwoływał. Wreszcie poszedł z Siłą-Nowickim do prokuratury i tam bardzo ostro Siła-Nowicki powiedział, że tak dalej być nie może i to rzeczywiście poskutkowało, ale poskutkowało raczej co innego. W pewnym momencie, jak żeśmy się połapali, że tak idzie ta akcja, to doszliśmy do wniosku, że trzeba go... iść do przodu. Czyli wystąpić z inną akcją przeciw nim i wystąpiliśmy z akcją o ukaranie winnych. Myśmy to mieli cel i wśród tych pięciu celów KOR-u było uwolnienie więźniów, przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach, ukaranie winnych. Ale żeśmy tym ukaraniem winnych się nie zajmowali specjalnie. Natomiast w tym momencie... postanowiliśmy rozpocząć... daliśmy oświadczenie KOR-u, w którym KOR pisał o torturach, które o tym, że się teraz wymusza cofanie zeznań, o tym całym bezprawiu policyjnym, o tym, że jest na to jedyna rada ukarać winnych i że domagamy się ukarania winnych i wzywamy wszystkich ludzi o pisanie listów. Daliśmy takie oświadczenie i zaczęła się opera i tu się zaczął taki spór, bo właśnie, no jak ten mechanizm miał funkcjonować? Funkcjonowało to na zasadzie: każdy kto chce współpracować, współpracuje. Ten przynosi pięć złotych, ten bierze komunikat, przepisuje, jak ktoś bierze komunikat i przepisuje to zwraca dwa egzemplarze, jeżeli jeden zwraca, dwa egzemplarze – taka zasada – płaci. Ale wreszcie tacy są, co się zgłaszają do jeżdżenia w teren, do Radomia, Ursusa, oni jeżdżą – prawda? No ale śpiewa o tym bardzo pięknie Janek Kelus w swojej piosence: "Czerwony Radom pamiętam jeszcze jak zbite pałką ludzkie plecy". Otóż jest taka historia, no ale kto tu jest przy... ale kto tu rządzi? Czy KOR rządzi? Więc KOR nie rządzi, KOR reprezentuje, KOR jest czapką reprezentującą. No więc póki zbiera pieniądze, zdaje sprawozdania, to wszystko jest w porządku, ale jak daje takie oświadczenia, w którym wzywa do zbierania podpisów, to ludzie nam mówili z grupy radomskiej zwłaszcza, pamiętam, bo oni się strasznie buntowali i to pamiętam świetnie. Zbyszek Romaszewski i Stefan Starczewski niesłychanie mocno mówili: "Ludzie, jak wyście wydali takie oświadczenie, to co to znaczy? To znaczy, że my teraz musimy zakasać rękawy i zacząć zbierać podpisy. Bo my nie pozwolimy, żebyście wydali oświadczenie i oświadczenie poszło w próżne i żeby na nim nie było podpisów, trzeba te podpisy organizować – prawda? No a to znaczy, że my będziemy robić nie to, tylko co innego". To jest ten spór o tą... o władzę. Jakby nie było KOR, zbierając informację, organizując pewne działania i poddając pewne podpisy i te znaczy i wydając komunikaty i oświadczenia, stawał się władzą, a nie tylko przedstawicielstwem. Z jego decyzji wynikały konsekwencje dla różnych ludzi. Chociaż przestrzegano w żelazny sposób zasady, że ci co drukują te wszystkie komunikaty, to oni są sam... że każda grupa jest w pełni samodzielna i podejmuje samodzielnie decyzję w zakresie swojego działania. Tu można powiedzieć – to jest dorobek Walterowski. Tyle pracy – tyle władzy ile pracy. Natomiast KOR reprezentuje, nie jest władzą, ale konsekwencje ponosi. Żeby to rozstrzygnąć w sposób demokratyczny, to by należało wprowadzić zasadę przynależności. Ale przed tym żeśmy się niesłychanie bronili. Bo jest to zasada ograniczająca. Na miejsce tych setek tysięcy współpracowników, tysięcy, dziesiątek tysięcy, a nawet może setek tysięcy współpracowników, mielibyśmy – przesadzam, ale no gdzieś kilkadziesiąt tysięcy tego na pewno w sumie było. Natomiast jak byśmy mieli zebrać tych, co przystąpią, to by się okazało, że jest nas sto dwadzieścia, sto pięćdziesiąt, trzysta góra. I tego zrobić oczywiście nie można. No niemniej tą całą akcję żeśmy kręcili i w tym samym czasie i ona się toczyła – te podpisy spływały. Zaczęliśmy od profesorów, od intelektualistów, różni artyści tacy znani, artyści estrady, co odegrało olbrzymią rolę, co miało olbrzymie znaczenie dla szerokiego odbioru – żeśmy tam władowali. I równocześnie w Ursusie rozpoczęto bardzo interesującą akcję w obronie kolegów wyrzuconych. Tam zebrano tysiąc pięćset podpisów, chyba, ja już nie pamiętam. Nie pamiętam, może trzy. W każdym bądź razie to był niesłychany numer, bo to był już początek samoorganizacji robotniczej. My z tego numeru byliśmy niesłychanie dumni.

We set up this operation of writing complaints. Workers would write complaints about the way they'd been tortured because as it turned out, torture was employed and it was extreme. They beat them terribly. In view of this, we organised, everyone wrote a complaint, and these complaints were sent to the prosecutor's office. The UB responded by rounding up our clients, locking them up, threatening them, bribing them or both one and the other, so they were both threatened with torture and bribed until they recanted and wrote that what they'd written before wasn't true but that they'd only written it because they'd been given 500 złoties by KOR, or 1,000 złoties by KOR. We'd get letters all the time saying, 'Dear Mr Kuroń, I don't want your Jewish money. Please find enclosed the 500 złoties that I am returning to you', which meant that he'd got 1,500 for himself and 500 to send to us since he didn't want any Jewish money. After that, he'd be released and then our people would go and see him straight away... he'd sit down and immediately start writing, and he'd write that it wasn't true, that he'd been forced, that the money had been given to him and so on and so on. After this, we'd publicise everything and we'd invite journalists, so then they'd come and take these people away again. There was a man from Radom called Wiatas who was severely tortured, who recanted four times. Finally, he went to the prosecutor's office with Siła-Nowicki where Siła-Nowicki said emphatically that this could not carry on, and this did have an effect although something else was effective, too. When we realised how this operation was going, we decided that we need to advance, meaning we needed to come out with another operation against them, and we came up with the idea of punishing the guilty. We had objectives, and among the five objectives of KOR was the release of prisoners, reinstatement of employment on the same terms as previously, and punishment of the guilty. But we didn't bother much with punishing the guilty. At that time, we decided to launch... we made an announcement as KOR in which KOR wrote about the torture, the forced retractions, the lawlessness of the police, and that the only remedy is to punish the guilty and that we demand their punishment and call on everyone to write letters. We made this announcement and a conflict broke out because how was this supposed to work? It worked on the basis of anyone who wanted to co-operate, was free to do so. One person would bring 5 złoties, someone else would copy the Komunikat, when someone took the Komunikat to copy it, they would bring back two copies and if they brought back two copies, the rule was that they had to pay. Eventually, there were those who were prepared to travel to Radom, to Ursus, and they travelled, didn't they? Janek Kieluś sings about this beautifully in his song, 'I remember Radom red as the beaten backs of the people'. There is a story but who, who's in charge here, is KOR in charge? No, KOR isn't in charge, KOR is a representative body, it is the cap that's worn for representation. As long as it's collecting money and making statements, everything is fine, but when it makes announcements calling for signatures, I remember people from Radom especially telling us because they rebelled terribly and I remember that very well. Zbyszek Romaszewski and Stefan Starczewski spoke very strongly on the issue: if you've made this type of announcement, what does it mean? It means that we now have to roll up our sleeves and start collecting signatures. Because we won't allow this announcement that you've made to be wasted and for there not to be any signatures, so these signatures need to be organised, right? And that means that this is what we'll be doing and nothing else. That's the dispute over power. In spite of everything, by collecting information, organising various actions, collecting signatures and publishing a bulletin and information KOR was becoming an authority and not just a representative. The decisions it made had consequences for various people. Although we were uncompromising in sticking to the rule that the people who were publishing all these bulletins were, that every group was fully independent and took independent decisions in the course of its work. You could say this was the legacy of the Walterowcy. So much work - as much authority as there was work. However, KOR was a representative body, not an authoritative one but it is responsible for the consequences. To sort this out democratically we would need to introduce a rule of membership. But we resisted this very strongly because it's a very constricting rule. Instead of these hundreds of thousands of people working with us, thousands maybe even hundreds of thousands, we'd have... no, I'm exaggerating but there were several thousand at least. But if we were to gather together those who would be members, we'd have 120? 150? At the most, 300. Of course, we couldn't do this. Nevertheless, the whole exercise was set in motion and was working and the signatures were coming in. We started with the professors, the intellectuals, all kinds of artists, well-known ones, artists known in show business which played a huge role and was enormously important across a broad spectrum. At the same time, a very interesting operation was commenced in Ursus in defence of those colleagues who'd been dismissed. They collected 1,500 signatures there, I don't remember exactly. Or maybe three. In any case, it was a vast number because this was the beginnings of workers' self-government. We were very proud of that.

The late Polish activist, Jacek Kuroń (1934-2004), had an influential but turbulent political career, helping transform the political landscape of Poland. He was expelled from the communist party, arrested and incarcerated. He was also instrumental in setting up the Workers' Defence Committee (KOR) and later became a Minister of Labour and Social Policy.

Listeners: Marcel Łoziński Jacek Petrycki

Film director Marcel Łoziński was born in Paris in 1940. He graduated from the Film Directing Department of the National School of Film, Television and Theatre in Łódź in 1971. In 1994, he was nominated for an American Academy Award and a European Film Academy Award for the documentary, 89 mm from Europe. Since 1995, he has been a member of the American Academy of Motion Picture Art and Science awarding Oscars. He lectured at the FEMIS film school and the School of Polish Culture of Warsaw University. He ran documentary film workshops in Marseilles. Marcel Łoziński currently lectures at Andrzej Wajda’s Master School for Film Directors. He also runs the Dragon Forum, a European documentary film workshop.

Cinematographer Jacek Petrycki was born in Poznań, Poland in 1948. He has worked extensively in Poland and throughout the world. His credits include, for Agniezka Holland, Provincial Actors (1979), Europe, Europe (1990), Shot in the Heart (2001) and Julie Walking Home (2002), for Krysztof Kieslowski numerous short films including Camera Buff (1980) and No End (1985). Other credits include Journey to the Sun (1998), directed by Jesim Ustaoglu, which won the Golden Camera 300 award at the International Film Camera Festival, Shooters (2000) and The Valley (1999), both directed by Dan Reed, Unforgiving (1993) and Betrayed (1995) by Clive Gordon both of which won the BAFTA for best factual photography. Jacek Petrycki is also a teacher and a filmmaker.

Tags: UB, KOR, Radom, Worker`s Defense Committee, Komunikat, Ursus, Walterowcy, Władysław Siła-Nowicki, Jan Kieluś, Zbyszek Romaszewski, Stefan Starczewski

Duration: 5 minutes, 51 seconds

Date story recorded: 1987

Date story went live: 12 June 2008