a story lives forever
Register
Sign in
Form submission failed!

Stay signed in

Recover your password?
Register
Form submission failed!

Web of Stories Ltd would like to keep you informed about our products and services.

Please tick here if you would like us to keep you informed about our products and services.

I have read and accepted the Terms & Conditions.

Please note: Your email and any private information provided at registration will not be passed on to other individuals or organisations without your specific approval.

Video URL

You must be registered to use this feature. Sign in or register.

NEXT STORY

A luxury bunker in the ghetto

RELATED STORIES

The Germans knew how to find the bunkers where people were hiding
Marek Edelman Social activist
Comments (0) Please sign in or register to add comments

As this went on we had to pass to another method of fighting - fighting, it was defence. We had to act in the night, taking them by surprise. We had to take them by surprise each time and that's why the regular army lost. But today, the best proof is, if you listen to the radio, then in Iraq, they're being taken by surprise, too, except that there they have equipment whereas we didn't have any. In our case, one shot in the night in the street was enough to scare away a patrol from that street for several hours because they didn't know what was behind this. This was the advantage we had over them. But they introduced listening devices because people were in bunkers, I mean they were hiding in cellars. We call them bunkers but they were ordinary cellars under five-storey houses. That's not a bunker at all. A bunker is made of cement, a thick roof. No. These were cellars where people hid and camouflaged the entrances. Some made little carts on rails by which bricks would be brought in, others did it differently, elsewhere the entrance was hidden behind wood. There were all kinds of ways of hiding the entrances which they couldn't find because they knew that those 60,000 people hadn't just vanished into thin air, they were still here somewhere. So they introduced these devices - they were probably the first - listening devices, long tubes about half a metre tall and at the top it looked like there was some fabric with a piece of tin resting on this fabric. The people in these cellars had to breathe, obviously, even when it was quiet, when they were asleep, someone would be turning from side to side in their sleep. This device must have been running on electricity, I can't say for certain and that bit of tin, that fabric were thin because I didn't have it in my hand but that's how it seemed, and when it began to vibrate... They didn't set it up when it was windy or raining which is interesting, although it didn't rain then but when it was windy, they didn't do it on those days. It obviously must have been too sensitive. And so they could find out where the people were. And if they didn't, the people couldn't stay in those cellars, the houses were on fire, it was hot, when there were no Germans, the people would come out, but if someone said there's a German around the corner then everybody would run back to the cellar and shut themselves in. Sometimes, a child would get left outside because it hadn't been quick enough and those Germans would give it sweets, tell us where mummy is, where's daddy? And the child would take them there. But that didn't happen often. That happened in the third courtyard at 30 Franciszkańska Street. A three-year-old child, he gave it a bag of sweets if it would show them where its mummy was. And it showed them. They took about 50 or 100 people from there. Interestingly, I saw it later myself, they didn't take everyone out of there because they must have killed some of them on the spot and then set fire to them, because there - what do you call those thick beams in the ceiling? Those thick beams had been set alight and there were people lying on these beams who'd been burned. They weren't completely burned, their legs were burned, their faces, they were charred. I don't think they were burned alive, I think they were shot dead first then they set them alight but they didn't burn them because those beams when I saw them, those beams were only smouldering. So that's how they found people, by using those listening devices. But just then, from 3 to 8 May, we had very good liaison because from around eight o'clock, perhaps earlier, they'd leave the ghetto, there'd be a patrol but that wasn't of any significance, and then we'd be in charge. So we had, we had on Franciszkańska, Anielewicz was on Miła, someone else was stationed somewhere else, so it was easy to stay in contact because we didn't have - if you don't have anything to shoot with, all you do is talk.

Im dłużej to trwało i myśmy musieli przejść do innego systemu walki... walki? hmmm... - obrony. Musieliśmy działać w nocy z zaskoczenia. W ogóle cała nasza... nasza działalność była z zaskoczenia i dlatego to regularne wojsko przegrywało. No ale dzisiaj najlepszy dowód, jeżeli państwo słuchają radia, to w Iraku też wszystko się dzieje z zaskoczenia, tylko oni mają czym, a myśmy nie mieli czym. U nas jeden strzał w nocy na ulicy, potrafił wystraszyć patrol na parę godzin z tej ulicy, bo oni nie wiedzieli, co się za tym kryje. I to była nasza przewaga nad nimi. Ale oni tam wprowadzili aparaty podsłuchowe, bo ludzie byli w tych bunkrach, co znaczy bunkrach... w piwnicach schowani. To się mówi bunkier, ale to jest normalna piwnica, która ma zamaskowane wejście. Tam nic się nie dzieje. To jest żaden bunkier, to jest nic zbudowanego, zbudowane jest tylko to zamaskowanie, a to jest normalna piwnica pod pięciopiętrowym domem, pod dwupiętrowym domem. To nic nie jest bunkier, bo bunkier to jest cement, dach gruby i tak dalej, nie. To były piwnice, gdzie ludzie się chowali i robili na wejściu zamaskowanie. Jedni to robili na wózkach takich, na szynach cegły wjeżdżały, inni inaczej, gdzie indziej drzewo maskowało. Różne były sposoby i oni nie mogli znaleźć tego wejścia, bo wiedzieli, wiedzieli, że te 60 tysięcy ludzi przecież się nie... nie wyparowało w powietrze, że są tutaj. Więc sprowadzili takie aparaty, pierwsze to chyba było, aparaty podsłuchowe, to były takie wysokie rury, niewysokie, jakieś pół metra miały, na górze wyglądało jakby było płótno i na tym płótnie leżała taka blaszka. [Idiota] Leżała taka blaszka. Prawdopodobnie, przecież ludzie w tej piwnicy oddychali, nawet jak było cicho, jak spali, oddychali, ktoś się przewracał z boku na bok jak spał, widocznie ten aparat, był... ja nie umiem powiedzieć czy on był podłączony, chyba był podłączony do jakiegoś prądu, ja nie mogę tego powiedzieć na pewno i ta blaszka, to płótno było cieniutkie, ta blaszka chyba też była cienka, bo przecież ja tego w ręku nie miałem, ale tak na oko i jak ona zaczęła drgać... Jak był... zaraz... jak był deszcz i wiatr to oni tego nie wystawiali, to jest ciekawa rzecz, ale deszczu nie było wtedy, ale jak był wiatr to tego nie było, to tego dnia nie robili tego. Widocznie to było dosyć czułe. Więc... I oni wykrywali, gdzie są ludzie. A jak nie wykrywali to na w czas, ludzie nie mogli siedzieć w tej piwnicy, przecież te domy się paliły, było gorąco, ludzie jak nie było Niemców ludzie wychodzili, jak ktoś mówił, że za rogiem jest Niemiec to wszyscy uciekali z powrotem do tej piwnicy i zamykali ją, czasem się zdarzało, że zostaje dziecko na wierzchu, bo nie zdążyło wejść, albo ktoś i ci Niemcy dawali mu cukierki, powiedz gdzie jest mamusia, gdzie jest tatuś i on prowadził. Ale to były rzadkie wypadki. Na przykład taki przypadek był w trzecim podwórku na Franciszkańskiej 30. 3-letnie dziecko, on mu dał taką torbę cukierków, żeby pokazał, gdzie jest mamusia. I pokazał. I tam wyprowadzili nie wiem ile 50, czy sto osób. Ciekawe, widziałem potem, że oni widocznie nie wszystkich wyprowadzili, bo część musieli zabić na miejscu i podpalić, bo tam na... Jak się nazywają te belki ze stropu, takie grube belki? Były podpalone i na tych podpalonych belkach leżeli spaleni ludzie, to musiało być stamtąd, znaczy nie całkowicie - spalone nogi, spalona głowa, spalona twarz, bo ich było 4 czy 5 osób, byli wypaleni tak na czarno. Ja nie myślę, żeby ich spalono, pewno ich przedtem zabito, tylko ich podpalili. Ale nie spalili, bo te belki, już jak ja to widziałem, to te belki już tylko się żarzyły. Więc tak oni dochodzili, przez te aparaty podsłuchowe. No mieliśmy, ale w tym okresie, od 3 do 8 maja mieliśmy bardzo dobre kontakty, bo o godzinie 8, praktycznie... nie! może wcześniej już ich nie było w getcie, szedł gdzieś patrol, ale to było bez znaczenia, myśmy byli panami sytuacji. Więc mieliśmy, mieliśmy na Franciszkańskiej, Anielewicz był na Miłej, ten był gdzieś gdzie indziej i tak dalej. Mieliśmy bardzo łatwy kontakt i ustalaliśmy co będzie nazajutrz. Nic wielkiego nie mogliśmy ustalić, bośmy nie mieli, jak się nie ma czym strzelać to się tylko mówi.

Marek Edelman was a Jewish-Polish political and social activist and a noted cardiologist. He was the last surviving leader of the 1943 uprising in the Warsaw Ghetto. Following the Second World War, he took an active part in domestic and international politics, dedicating himself to fighting for justice and peace.

Listeners: Joanna Szczesna Anka Grupinska Joanna Klara Agnieszka Zuchowska

Joanna Szczesna is a journalist writing for Gazeta Wyborcza. Together with Anna Bikont, she’s the author of Pamiatkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wislawy Szymborskiej (The Recollected Flotsam, Friends and Dreams of Wislawa Szymborska) a biography of Wislawa Szymborska, the Polish winner of the Noble Prize for Literature. Since the 1970s, Joanna Szczesna has been involved with the democratic opposition movement in Poland, active in the Worker’s Defence Committee (KOR), the co-founder of the independent press in Poland: editor of KOR’s Information Bulletin, Solidarnosc Press Agency and Tygodnik Mazowsze.

Joanna Szczesna, dziennikarka "Gazety Wyborczej", autorka - wraz z Anna Bikont - biografia polskiej noblistki "Pamiatkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wislawy Szymborskiej". Od lat 70-tych zwiazana z opozycja demokratycznaw Polsce, wspólpracowniczka Komitetu Obrony Robotników, wspóltwórczyni prasy niezaleznej w Polsce: redaktorka "Biuletynu Informacyjnego KOR-u", Agencji Prasowej "Solidarnosc" i "Tygodnika Mazowsze".

Anka Grupinska ukonczyla filologie angielska na UAM w Poznaniu. Wspólpracowala z poznanskimi pismami podziemnymi, wraz z innymi zalozyla i wydawala dwumiesiecznik "Czas Kultury". W latach 1988-1989 przebywala w Izraelu opracowujac wspomnienia ocalalych z Zaglady. W latach 1991-1993 pracowala jako attaché kulturalny w ambasadzie polskiej w Tel Awiwie. Od 1996 mieszka w Polsce. Anka Grupinska specjalizuje sie w tematyce stosunków polsko-zydowskich. Publikuje ksiazki (m. in. Wydawnictwo Literackie, Zydowski Instytut Historyczny, Twój Styl), artykuly prasowe (m. in. "Tygodnik Powszechny", "Rzeczpospolita"), realizuje projekty wystawiennicze. Jest takze koordynatorem miedzynarodowego projektu "Swiadek zydowskiego wieku" (archiwizowanie pamieci o zydowskiej przedwojennej Polsce), prowazi autorska audycje radiowa "O Zydach i o Polakach tez" i uczy warszawskich studentów sztuki czytania i pisanie tekstów literackich.

Anka Grupinska studied English at the Adam Mickiewicz University in Poznan, Poland. She wrote for Poznan’s underground publications and was herself one of the founding publishers of the bi-monthly Czas Kultury. She spent 1988 and 1989 in Israel compiling reminiscences of Holocaust survivors. From 1991 to 1993, she held the post of Cultural Attache at the Polish Embassy in Tel Aviv. She moved back to Poland in 1996 and now writes books on Jewish subjects, mainly dealing with the history of the Warsaw ghetto. She is also a freelance journalist for Tygodnik Powszechny. Anka Grupinska is the director of the Centropa Foundation project in Poland (oral history project) called “The Witness of the Jewish Century¿, presents her own radio programme, “Of Jews and of Poles too¿, and teaches creative writing and oral history in Collegium Civitas and SWPS in Warsaw.

Joanna Klara Agnieszka 'Aga' Zuchowska, urodzona 20 stycznia 1938. Ojciec zginal w Katyniu. Po wojnie zamieszkala w Lodzi. Studia ukonczyla w 1960 r. a specjalizacje z chorób wewnetrznych w 1973 r. Doktorat obronila we Wroclawiu. Pracowala z Markiem Edelmanen przez 15 lat. W 1982 r. wyjechala do Algerii. Wrócila do Polski w 1985 r. i mieszka obecnie w Lodzi.

Joanna Klara Agnieszka 'Aga' Zuchowska was born 20 January 1938. Her father was killed in the Katyń massacre. After the war, she moved from Warsaw to Lódz. She obtained a degree in medicine in 1960, qualifying as a specialist in internal medicine in 1973. Dr Zuchowska worked with Marek Edelman for 15 years. In 1982 she left Poland for Algeria where she remained for the next three years, returning to Poland in 1985. She currently lives in Lódz.

Tags: 30 Franciszkańska Street, Germans, Mordechai Anielewicz

Duration: 6 minutes, 1 second

Date story recorded: December 2003

Date story went live: 24 January 2008