a story lives forever
Register
Sign in
Form submission failed!

Stay signed in

Recover your password?
Register
Form submission failed!

Web of Stories Ltd would like to keep you informed about our products and services.

Please untick here if you DO NOT wish us to contact you about our products and services.

I have read and accepted the Terms & Conditions.

Please note: Your email and any private information provided at registration will not be passed on to other individuals or organisations without your specific approval.

Video URL

You must be registered to use this feature. Sign in or register.

Loading the player... If you can't see this video please get the Flash Player.

NEXT STORY

Lies about the Home Army

RELATED STORIES

The Warsaw Uprising
Jan Józef Lipski Social activist
Comments (0) Please sign in or register to add comments

I have to say firstly, that I was convinced that we were heading for defeat in the uprising. This was really quite rare. But firstly, I had this from a young age... I had this attitude which tended to make me think critically. Secondly, my friend was part of the team that prepared the weapons where they were being stored in readiness for handing them out at zero hour. And a few days before the uprising, I knew... I knew exactly what we'd be going there with. I was convinced that we'd lose the uprising within a day or two... that it would end in a bloodbath. But there was nothing for it because I wasn't going to leave my friends to be slaughtered, while I wasn't going to hide anywhere, but all the same, it was very unpleasant. Then, to my amazement, we fought for two months, didn't we? This was partly because in the first few days when the Germans could have crushed us, they must have missed this, and the panic and chaos must have been even greater in their ranks than it was in the AK [Armia Krajowa (Home Army)], which was decimated and weakened on August 1st but managed to regroup – that's right. So there were those two months, and here, well, we could write a book, but there's nothing to say. There's one surge here, another surge there, friends are dying. Various battles among reconnaissance patrols on the outskirts of the battlefields, bigger battles, bombardments, all of these things, but they're not really something I can talk about just like that because something completely different would come out compared with how it really was. Towards the end of the uprising, when the Germans began to storm Mokotów, I was seriously wounded. My left hand was crushed, I had a severe head injury so that even today I still receive treatment from a neurologist because of it, treatment which has variable results – my condition varies. By then, when the surge began, I had already been decorated with the order of a military cross and had been promoted to senior rifleman. This isn't a very high rank.

I went down into the sewers wounded. The 24 hours I spent in those sewers was the most horrific experience of my life because I went down there with a fever and unable to move easily among the sewers because of my injured hand. I was poisoned down there, most of my friends who found themselves in those sewers were poisoned, too, you could tell mainly by the hallucinations. Genuine hallucinations. I came out right in the middle of some SS men who, instead of executing me, changed my dressing, washed my hand with water and led me to the meeting point. They were very... it was the meeting point, I'd say they were very pleasant lads – my age – who believed there was no point in shooting me but who wanted to help me instead. Yet they were genuine SS men. That was the best moment to take my life because I was so indifferent and nothing really mattered to me, I had no regrets, I wasn't afraid. I have never had nor probably will ever have again the opportunity to die so peacefully and with such indifference. I didn't go to the POW [Polska Organizacja Wojskowa (Polish Military Organisation)] camp because I said I was a civilian and the Germans weren't very interested in those who were wounded. I was in hospital in Łowicz for a couple of... up until the offensive which engulfed the Łowicz region as well, but my hand didn't heal until May. I returned to Warsaw with my parents with whom I'd been reunited, and came to the conclusion that I ought to spend a bit of time studying. Some of my friends returned, the ones who hadn't been in any camps, hadn't gone, hadn't found themselves in POW camps. Some of us had got together and then others started returning. After conferring together, we came to the conclusion that neither we nor the country were in a fit state to try again. Except now we were up against a new occupant. By that I mean we were all agreed that we were dealing with a new occupier, that basically we had nothing good to look forward to, but that there was no way we could prepare a new uprising which we wouldn't win anyway. The only thing to do was for those who already had a profession to work, whereas those who were still looking for one should study. The only thing that mattered was to rebuild the country. In a word, this was a solid positivism. As a result, I found myself studying Polish. I took my high school graduation exams immediately after the war.

A ja muszę powiedzieć, że tak, po pierwsze ja byłem przekonany, że idziemy do powstania przegranego. To było dosyć bardzo rzadkie. Ale tak, ja po pierwsze miałem takie... od małego takie nastawienie mnie się jakoś wyrobiło na to, żeby krytycznie myśleć. Po drugie, mój przyjaciel był w ekipie przygotowującej broń w magazynach przed wydaniem jej w godzinie „W”. I wiedziałem na kilka dni przed powstaniem, wiedziałem dokładnie z czym pójdziemy do powstania. Byłem pewny, że przegramy w ciągu jednego, dwóch dni powstania, że to się skończy po prostu rzezią. No, ale nie ma rady, no przecież nie zostawię kolegów, żeby ich wyrżnęli, a sam się nie będę nigdzie chować, ale było to bardzo nieprzyjemne. Potem, ku mojemu zdumieniu, biliśmy się przez dwa miesiące, prawda? Co trochę wynikło stąd... wynikało stąd, że Niemcy w pierwszych dniach, kiedy mogli nas zdusić, nie zauważyli chyba tego i wśród nich był popłoch i bałagan jeszcze większy niż w oddziałach Armii Krajowej, które strasznie przetrzepane, wykrwawione pierwszego sierpnia z trudem, ale się pozbierały, prawda. I to by były te dwa miesiące; no tutaj to, że tak powiem, można opisać książkę albo w ogóle... albo nie ma co opowiadać, prawda no. Tu taki szturm, inny szturm, tu koledzy giną, przyjaciele giną. Jakieś... to walki patroli na przedpolach, to jakieś większe akcje, bombardowania – no to wszystko właściwie się nie nadaje do takiego... do takiego opowiedzenia po prostu, to takie... zupełnie co innego by się okazało w stosunku do tego co to było, gdy się tak opowiada. No i pod koniec powstania, kiedy Niemcy zaczęli szturm na Mokotów, zostałem ciężko ranny, miałem pogruchotaną lewą rękę, byłem ciężko kontuzjowany w głowę – do dzisiejszego dnia neurologicznie się leczę z tego powodu, czasami z lepszym, czasami z gorszym skutkiem, prawda, różne są okresy. Już wtedy byłem – kiedy ten szturm się zaczął – już byłem odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany na starszego strzelca. Nie jest to wysoka ranga.

Ranny zeszedłem do kanałów. Doba w kanałach no to najpotworniejsza rzecz jaka mi się w życiu wydarzyła, bo zeszedłem gorączkujący z pewnymi trudnościami poruszania się w kanale ze względu na tę rękę. Tam zatruty, prawda – większość kolegów, którzy tam się znaleźli w tych kanałach, to była zatruta; to znaczy to objawiało się halucynacjami głównie – zupełnie regularnymi, prawdziwymi halucynacjami. Wyszedłem na esesmanów, którzy zamiast mnie rozstrzelać zmienili mi opatrunek, przemyli rękę wodą i odprowadzili na punkt zborny. Bardzo tacy – punkt zborczy – tacy bardzo, bym powiedział mili chłopcy, moi rówieśnicy; którzy uważali, że akurat nie ma powodu mnie rozstrzeliwać, tylko że trzeba mi pomóc. A to byli... prawdziwi esesmani to byli. To był najlepszy moment, żeby mnie pozbawić życia, bo byłem tak zobojętniały i tak mi było wszystko jedno i ani żalu, ani strachu nie było. Już nigdy nie miałem i chyba nie będę miał szans, żeby umierać tak spokojnie i obojętnie. Nie poszedłem do obozu jeńców dlatego, że zacząłem podawać się za ludność cywilną, a Niemcy rannymi się mało interesowali. Przeleżałem potem w szpitalu w Łowiczu parę... aż do ofensywy, która tutaj ogarnęła te ziemie i Łowicz również, a ręka mi się dopiero zrosła gdzieś w maju. Wróciłem do Warszawy z odnalezionymi rodzicami i doszedłem do wniosku, że trzeba się pouczyć trochę. Trochę koledzy się... poodnajdywali; ci, którzy nie byli w obozach, nie poszli, nie znaleźli się w obozach jenieckich. Trochę się poskrzykiwaliśmy, potem niektórzy już zaczęli wracać. I doszliśmy w wyniku wspólnych takich narad odbywanych do wniosku, że już ani nas nie stać, ani kraju nie stać na to, żeby próbować jeszcze raz. Tylko teraz przeciwko nowemu okupantowi. To znaczy wszyscy byliśmy zgodni, że mamy do czynienia z nowym okupantem, że nic dobrego nas nie czeka w gruncie rzeczy, ale że... już nie da rady przygotowywać nowego powstania, którego byśmy i tak nie wygrali; że... jedyna rzecz to kto ma zawód, niech już pracuje, kto dopiero zdobywa zawód, niech się uczy. I trzeba kraj odbudować, że to wszystko. Jednym słowem, taki zupełnie rzetelny pozytywizm. I w rezultacie znalazłem się na studiach polonistycznych. Maturę po wojnie zaraz zrobiłem.

Jan Józef Lipski (1926-1991) was one of Poland's best known political activists. He was also a writer and a literary critic. As a soldier in the Home Army (Armia Krajowa), he fought in the Warsaw Uprising. In 1976, following worker protests, he co-founded the Workers' Defense Committee (KOR). His active opposition to Poland's communist authorities led to his arrest and imprisonment on several occasions. In 1987, he re-established and headed the Polish Socialist Party. Two years later, he was elected to the Polish Senate. He died in 1991 while still in office. For his significant work, Lipski was honoured with the Cross of the Valorous (Krzyż Walecznych), posthumously with the Grand Cross of the Order of Polonia Restituta (1991) and with the highest Polish decoration, the Order of the White Eagle (2006).

Listeners: Marcel Łoziński Jacek Petrycki

Film director Marcel Łoziński was born in Paris in 1940. He graduated from the Film Directing Department of the National School of Film, Television and Theatre in Łódź in 1971. In 1994, he was nominated for an American Academy Award and a European Film Academy Award for the documentary, 89 mm from Europe. Since 1995, he has been a member of the American Academy of Motion Picture Art and Science awarding Oscars. He lectured at the FEMIS film school and the School of Polish Culture of Warsaw University. He ran documentary film workshops in Marseilles. Marcel Łoziński currently lectures at Andrzej Wajda’s Master School for Film Directors. He also runs the Dragon Forum, a European documentary film workshop.

Cinematographer Jacek Petrycki was born in Poznań, Poland in 1948. He has worked extensively in Poland and throughout the world. His credits include, for Agniezka Holland, Provincial Actors (1979), Europe, Europe (1990), Shot in the Heart (2001) and Julie Walking Home (2002), for Krysztof Kieslowski numerous short films including Camera Buff (1980) and No End (1985). Other credits include Journey to the Sun (1998), directed by Jesim Ustaoglu, which won the Golden Camera 300 award at the International Film Camera Festival, Shooters (2000) and The Valley (1999), both directed by Dan Reed, Unforgiving (1993) and Betrayed (1995) by Clive Gordon both of which won the BAFTA for best factual photography. Jacek Petrycki is also a teacher and a filmmaker.

Tags: Warsaw Uprising, Mokotow, Lowicz, Warsaw

Duration: 6 minutes, 1 second

Date story recorded: October 1989

Date story went live: 09 March 2011